|
Sercem młoda laska, wiekiem stara baba, mama upragnionego, wyczekanego aż 8 lat cudu - synka urodzonego 16.08.2010r
czwartek, 17 maja 2012
Dzis chcę napisać jakąś pozytywną notę, nie wiem czy mi wyjdzie ale się postaram... za dużo u mnie ciemności, a ja tego nie moge przeżyć... dlatego dziś bedzie o miłości... ale zacznę od początku. Synuś wczoraj poszedł pieknie spać, sam! Wziął mnie za rękę, pokazał drzwi i powiedział "pać" i przyłożył rączki do policzka udając śpiącego ;) jaka byłam szczęśliwa - jaaaaa.... może to była jakaś jednorazowa schiza (mam wielką nadzieje)... ale bałam sie tej nocy... dodatkowo też pospał nam ładnie do 3 nad ranem, a potem juz troche cyrków odstawiał, ale dalismy rade ;) Chyba jednak to idą nieszczęsne ząbki, już kiedyś pisałam, że własnie tak w nocy reaguje synio a potem rach ciach i nowe dwa zeby sie pokazują. A ja zwariowałam przygnębiona wszystkimi złymi rzeczami w moim zyciu, ze aż narobiłam popłochu... za co mi teraz wstyd... Dziekuje wam za wsparcie i dodanie sił!!!!!!! Kobita za maila wielkie thx!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;) A teraz prawdziwa treść tego co chce napisać. Jak miłość potrafi być wielka, olbrzymia do takiego stopnia, ze potrafi oszukać śmierć. Gdy tatuś wychodził ze szpitala, lekarze nie dawali mu duzo szans i nastawiali mamusie, że pewnie za pare dni bedzie musiał znowu wrócic, bo nie da sie już nim samemu opiekować. A tutaj własnie mija miesiąc odkąd tatuś jest w domku i żyje!! Może stan nie jest super extra, ale potrafi przejść się z chodzikiem do dużego pokoju i posiedzieć na TV, potrafi pójść do toalety (nie zawsze - ale potrafi), nie raz nawet i kawe inke wypije i nie zwróci - takie małe rzeczy, które sprawiają że czujemy sie spokojniejsi! A to wielka ich miłośc trzyma jego przy życiu, miłość mamy, która tak dobrze sie nim opiekuje, daje mu wszystko... nasza miłość, że jestesmy na kazde zawołanie (narazie jedynie ja i czasem mój brat) ale gdyby było trzeba to i sis znad morza by przybiegła. Dajemy mu wszystko... ale to i tak jest niczym przy ich wielkiej miłości! To już 54 lata ich wspólnego życia! Pól wieku teraz na koniec życia procentuje i wydłuża życie o każdą minute, każdy dzień... Panie Boże tak bardzo Ci dziekuje za ich miłość i błagam o wiecej, błagam o siłe dla nich by w tej miłości nadal trwali, bo dzięki temu mamy jeszcze trochę czasu by byc razem... Ty wiesz, że nie zawsze było dobrze... że nie żyli ze soba tylko obok siebie, ale teraz dałeś im tą wielką miłość z powrotem - a ona góry przenosi i jest ponad wszystkim!!!!!! Cały miesiąc! Aż trudno uwierzyć że tyle już minęło... ja nadal modle sie o wiecej - wiecej dla nich, dla ich miłości!!!! Czyz to nie najpiękniejsza rzecz na świecie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
środa, 16 maja 2012
Ja już nie wiem co sie dzieje... od dwóch dni młody jest nie moim dzieckiem :( Zawsze był żywy, wesoły, krzykliwy i nadpobudliwy, ale wczoraj przegiął strasznie.... Czuje sie złą matką, beznadzieją kobietą, która w ogóle nie powinna miec dzieci. Poległam, nieporadziłam sobie i załamałam sie... nie wiem czy to ze względu na niewyspanie, czy zły dzien. Ale matka powinna mieć siłe by stawić czoła histeriom dziecka... okrutny jest dla mnie ten rok... do wszystkiego dochodzi niezdolność do uspokajania dziecka... :( Nie miałam problemów z zasypianiem niunia, czasem były jakies tam płaczki badz inne zabawy łózkowe długotrwałe, ale nigdy to co wczoraj... Młodziez jak zobaczyła łózeczko wpadła w histerie, wrzaski, płacze, lamenty na cały regulator... i wrzaski, że on chce "tiam" czyli do salonu do "tati", na mnie reagował jak płachta na byka.. chciałam być konsekwentna, chciałam uspokoić a on coraz bardziej sie zanosił histerycznym płaczem... emek oczywiscie odrazu przyleciał i wziął na rece... a ja wtedy poczułam sie jak najgorsza z najgorszych... ale myslałam, że przecież nic mu sie nie dzieje, ja siedziałam obok lóżeczka, głaskałam, mówiłam do niego... i z czasem zaczał sie uspokajac, a emek wszedł i wszystko zaczeło sie od początku... po godzinie oddał mi synka i znowu musiałam walczyć... aż w końcu zasnął spłakany... a ja poprostu sie rozpłakałam i uspokoic nie mogłam... nie wiem co sie dzieje? Dlaczego on tak histerycznie reagował? co sie dzieje???? Pospał ze 2,5 godziny i od początku, rzucanie się po łózeczku, i tylko spokój na rękach i przy cycku (wtedy moment i niunia nie ma... poprostu spi jak zabity)... i tak cała noc znowu do tyły... ja wygladam jak ostatnie nieszczęscie :(( a do tego czuje sie jak ostatnia szmata a nie matka... nie wiem co mam juz robić... dziecko woli tatusia ode mnie i okiej - ale niech tatus w takim razie sam go usypia a nie doprowadza do histerii dziecka... a ja usunę sie z ich zycia i synuś bedzie w końcu szczęśliwy... Jestem totalnie załamana i nie umiem sobie już poradzić... :( Ten rok jest najgorszy ze wszystkich możliwych.... chce powiedzieć NIENAWIDZE!!!!!!! ale co mi z tego przyjdzie... NIC! Boże dlaczego??????????????????????????????
wtorek, 15 maja 2012
Padam na pyszczek... jacie ile matka musi znieść, szczególnie matka pracująca... dziś spałam może z godzinę i to też z syniem na sobie i przy cycu... matylko już myslałam, że go zamorduje normalnie... musiałam wstac i sie uspokoić. Ale najgorsze ze moj szanowny małż oczywiscie spał, przewracając sie z boku na bok. A ja chodziłam z młodym, karmiłam, przytulałam, kładłam sie do łózka i nic... chwila przerwy na jego sen (bo oczywiscie nie mój) i znowu wariactwo. Nie wiem co dzis sie działo - rozsuwał sobie kołnierzyk pidżamki, jakby go dusił, drapał sie w góre szyji i rzucał sie po całym łóżku, jakby nie mógł znaleźć sobie miejsca... najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nie mogłam zasnąć w ogóle, a on miał przerywany sen. Tak mi sie przynajmniej wydaje, choc moze tez byc że on tak przez sen uskutecznia wojny... Już zastanawiam sie czy to nie moja wina? Może moje ostatnie przeżycia tak na niego wpływają, jednak staram sie przy nim nie okazywac bólu ciążącego mi w sercu... nie pokazywać jak boje sie smierci taty, jak boje sie swojej choroby... ale moze moj organizm wysyła inne sygnały, które zle odbiera synek... chciałabym by cos pozytywnego stało sie w moim życiu, tak bardzo teraz tego potrzebuje - by zrównoważyć ból, nieszczeście i chyba tez po to by dodać sobie sił do dalszej walki... Jednak dziś wszystko jest na nie! I to mnie przeraża, bo w takich chwilach czasami nie ręczę za siebie, staje sie wulgarna i zsuczała, a takiej siebie nie nawidzę... ech jakoś muszę przetrwac ten dzień... a potem poprostu położyć sie wraz z małym i przepać choc przynajmniej z pół nocy! (taka mała dawka wykrzesanego optymizmu hehe). Chyba tego wszystkiego już za dużo jak dla mnie..............................
poniedziałek, 14 maja 2012
Jakoś dziś nie mogę sie odnaleźć... przeżyłam intensywny weekend ale też dużo wrażeń negatywnych miałam i może dlatego tak źle reaguje. Zaczne jednak od pozytywów. Niuniek kochany pięknie przespał kolejną nockę z piątku na sobotę od 19;30 az do 7:30 wow, bylismy pod wrażeniem a i obudził sie uśmiechnięty i pełen energii. Jacy blismy w szoku jak po raz pierwszy od jakiś 3 miesiecy zasnął również w dzien!!! oczywiście na godzinkę, ale zawsze i to dobre. No a potem się zaczeło. Przyszli goście wraz z córcią 3 miesiące młodszą... Oboje z jej rodzicami chcielismy by nasze dzieci jako rodzeństwo cioteczne wychowywali sie razem. I tu będzie chyba problem... i tu zaczynają sie te złe rzeczy. Wiem nie jestem lekarzem, dlatego tak duzo zaczełam o tym czytać i się interesować. Pytam każdego kto ma choć mgliste spojrzenie... wg mnie to podejrzewam autyzm. Jak dziś czytałam o objawach, to wszystkie wymienione punkty ma młoda... nie mogłam patrzeć... wczesniej już widzielismy że cos jest nie tak, ale jej rodzice mówią, że ona poprostu rozwija się z większym opóźnieniem niż inne dzieci... jednak... to tak kłuje po oczach jak sie patrzy. To: izolowanie się od otoczenia,brak chęci do zabaw z innymi dziećmi, Wyglada to nieszczególnie - i bardzo widoczne jest przy moim nadpobudliwym niuniem... pod koniec dnia dopiero młoda zaczeła próbować biegać ale jakby za głosem a nie w ramach zabawy w berka... Nie wiem czy dobrze diagnozuje, ale boje sie o nią i strasznie sie martwie ze za późna diagnoza bedzie dobiciem i tak już dla nich... ale jak powiedziec to otwarcie rodzicom, jesli oni uwazają ze wszystko jest ok... jak przekazać spostrzeżenia by sie nie obrazili... ona rośnie zdrowo, przybiera na wadze, choc wpychają jej jedzenie bo moim zdaniem ona nie reaguje na smaki w ogole i dlatego nie jje... ale zyje we własnym świecie... strasznie mi jej szkoda... i tak zleciała sobota pełna przygód i obserwacji... młody niestety też przezył bardzo i już nie spał mi w nocy... w dzien też załamka wariactwo i szaleństwo... mieslismy komunie, wiec kolejne wrazenia i kolejna noc nieprzespana... dodatkowo padało jak nie wiem co, a że my nie mamy folii do wózka jedyną ochroną była parasolka i tak bieglismy ja z parasolem przy nogach synia a sami mokrzy na maxa... ech to jest zycie... hihihii urośniemy wielce ;) I tak kolejny tydzien sie zaczął, ja od rana czytam i próbuje znaleźć rozwiązanie by sprawić by przebadali młodą, by jednak moje przypuszczenia okazały sie zupełnie złe.... ale nie tylko ja mam takie obserwacje i chyba to jest najgorsze... Dodatkowo niestety z tatusiem coraz gorzej, nie przyjmuje już pokarmów, coraz częściej wymiotuje... a jeszcze jego rodzina doprowadza go do szewskiej pasji... a on ma byc spokojny i bez wzruszeń.... ech (ale o tym moze jutro) bo z tego przejecia chorobami sama wpadłam w otępienie i wymiotowałam całe rano... :(
piątek, 11 maja 2012
Czas chyba i pora na odpowiedzi, bo widzę że wiecej pytań nie będzie. Zebrałam się w sobie i postaram sie napisac dogłębnie hihi :) Elso kochana: 1. ile miałaś lat jak po raz pierwszy się całowałaś ?
Byłam w 1 klasie liceum wiec chyba jakieś 15-16 (jeśli chodzi o taki poważny dorosły pocaunek), z takich całusów z zamkniętymi ustami, to dość szybko rodzice opowiadali, że całowałam sie juz jak miałam ze 2-3 latka (dokładnie nie umieli powiedzieć hihihi).
2. przezwisko, lub zdrobnienie imienia, którego nie lubiłaś ? baba jaga... nienawidziła jak mnie tak nazywali, a potem zmienili na czarownica i bardzo mi sie to spodobało hihi ;)
3. jaki jest tytuł książki, do której wracasz najczęściej ? "Opowieści z Narni" wszystkie częsci - książe tą przeczytałam mając chyba 9 lat pierwszy raz i zakochałam sie... teraz czesto wypozyczam sobie by wrócic do lat dzieciństwa.
4. wolisz wschody, czy zachody słońca ? Wschody... uwielbiam patrzeć jak wstaje i rodzi sie nowy dzień.. jak niebo zmienia sie i jasnieje...
5. co w dzieciństwie widziałaś przez okno swojego pokoju ? tory kolejowe i stacje ;) a także po drugiej stronie dom mojego przyjaciela ;)
6. ile kaw dziennie pijesz ? ojjj teraz mało - 1 czasem jak nie spie w nocy to 2 dziennie, przed ciążą potrafiłam do 4-5 wypić ;)
7. jaki jest Twój ulubiony deser/słodycz, któremu/ej nigdy nie potrafisz się oprzeć ? PĄCZKI - jaaaaa... dlatego tak strasznie ostatnio przytyłam :(( jak widze nie moge sie oprzeć ;)
8. jakie jest Twoje ulubione miejsce na samotny spacer ? Plaża nad morzem (niestety ostatnio byłam pare lat temu... szum morza mnie uspokaja a ja patrzac w dal mam czystszy umysł) a tak w miescie to lasy...
9. jakim środkiem lokomocji lubisz podróżować najbardziej ? Chyba samolotem, czysto, przestronnie i szybko ;)
10. co najlepiej pamiętasz z przedszkola ? Jak rozwaliłam sobie nogę i hustawke i wzywali pogotowie bo krwawienia nie mogli zatamować - no ja poprostu diabełek straszny byłam ;))
Fjonko kochana: 1. Jak poznałaś swojego męża?
Ha to była historia - umówiłam sie z moja kumpelą (później świadkową) na piffco na Wisłe, tam zobaczyłam wpatrujące sie w nas (myslałam ze w koleżankę) oczy... podniosłam piwo i zaprosiłam do stolika, cały wieczór moj przyszly małżon rozmawiał z przyjaciólka a ja z jego kolegą. Widząc jego zainteresowaniem nią próbowałam ich wyswatac hehehe jaki był mój ubaw, gdy dowiedziałam sie, że on przez cały czas o mnie wypytywał, wziął telefon itd. Za dwa dni umówiliśmy sie znowu i juz rozkochaliśmy sie w sobie hihihi ;) 2. Twój zawód wyuczony i wykonywany
Mój zawód wyuczony - prawnik; wykonywany - specjalista ds. logistyki 3. Kim chciałaś być w dzieciństwie
jak całość mojej rodziny - nauczycielką ;)) 4. Muzyka - zespół lub wykonawca - czyli czego słuchasz
Och moj gust jest eklektyczny... słucham wszystkiego ale najbardziej lubie Rock, HardRock, troche metalu... pop... naprawdę różnie, uwielbiam Adele, uwielbiam Ozziego Ozborna, Metalice, Marlina Mansona, Kid Rocka - także różnie :) 5. Odbijam kilka Twoich - z kim ze sławnych facetów poszłabyś na randkę?
ojjjj... z Januszem Gajosem ;) 6. Twoje największe marzenie
och... teraz zmiana mieszkania, i wyjazd do Chin... 7. Jak widzisz siebie za 10-20 lat
taaa... pomarzmy troche:zawodowo - zarządzam logistyka w firmie, osobiście - mam wspanialy domek + jeszcze córeczkę :) a tak poważnie na teraz - chciałabym być zdrowa i żyć.
8. Masz filmy/książki, do których lubisz wracać?
O książce pisałam Elsie, tez teraz wracam często do książek Paulo Cohelo, jesli chodzi o film to, "Władca Pierścieni"; "Powrót do przeszłości"; "Mamma mia"' "Piraci z Karaibów"; "Cztery wesela i pogrzeb" 9. Ulubiony miesiąc i dlaczego
Trudno będzie powiedzieć bo każdy miesiac ma coś w sobie co lubie, ale chyba lipiec (jest pogoda, ja mam wolne, odpoczynek na maxa) 10. Miejsce (w Polsce lub na świecie), do którego chciałabyś kiedyś pojechać bez względu na koszty!
CHINY!! Kobitko kochana:
1. jaką byłaś siostrą a jaką jesteś teraz? Byłam - walcząca o nich, zabiegajacą o miłość, najmłodszą; Teraz - nadal walcząca ale o pozycje nie małolaty ale dorosłej osoby, starajacą sie nas wszystkich połączyć - ale do tego potrzeba drugiej i trzeciej strony... 2. na co byś wydała "naprawdę duże pieniądze"?
Kupiłabym nam mieszkanie duze + działkę gdzies w górach i nad morzem, zwiedziąlbym świat i zapewniłabym przyszłość moim dzieciom! 3. do którego z rodziców jesteś bardziej podobna?
Z wyglądu do mamusi raczej z malymi detalami tatusia, większość charakteru tatusia z wadami mamusi... 4. ulubiony drink? ;)
Whisky z colą ;) 5. jesteś "rannym ptaszkiem" czy "sową"?
ojjj... teraz rannym ptaszkiem, dzięki Alusiowi, a kiedyś wiecej byłam sówką ;) 6. najfajniejszy prezent jaki dostałaś od męża tooo?
I rocznica ślubu, wracam z pracy a tam plaża na środku salonu i przygotowany piknik (obiad + deser + małe co nieco). Padłam bo najpierw była kąpiel przy świecach z pianką i masażem ;)) 7. wolisz spodnie czy spódnice?
Ewidentnie spodnie ;) 8. jakiej potrawy nie lubisz?
Wątróbki... bleeeee... 9. jesteś punktualna czy roztrzepana? :)
Do przesady punktualna! 10. cecha którą w sobie najbardziej cenisz?
lojalność i nigdy nie wyjawiam sekretów danych mi przez kogoś.
Milana kochana:
1. Co zrobiłabyś w wolny dzień, aby był tym wymarzonym dniem ?
Poranna kąpiel prysznicowa, pyszne wykwintne sniadanko, spacer z synkiem i mężem, troche poleniuchowanie, pójscie do kina i na kolacje (zostawienie młodego w końcu u kogoś na jakieś 3godzinki ... takie sa moje małe marzenia na wolny dzien ;) 2. czemu zaczęłaś blogować ?
Miala być to moja terapia, zawsze pisałam pamietnik... wlaczyłam z nieplodnoscia i pani psycholog kazała mi sie uzewnetrzniac i duzo mówic... zaczełam pisac i tak już zostało - to moj taki mały kawałek podłogi, gdzie moge napisac wszystko co mi lezy na sercu. 3. Jakie masz talenty ?
Mam świetną pamięć i jestem dobrym strategiem, ale czy to talenty? Mam też swietne wyczucie rytmu i słuch ;)) 4. A jakie chciałabyś posiadać ?
Nie mam pojecia... szczerze powiedziawszy... 5. Bądź wiedzę w jakim kierunku chciałabyś zgłębić ?
Chciałabym pomagac ludziom (wiem wyświechtany slogan) ale chcialabym miec wiedze jak znaleźć sponsorów, jak zacząć pomagac nie tylko przychodząc ale tez spełniajac marzenia itd. pomagac ulzyć w cierpieniu, chcialaby sie lepiej znac na medycynie... 6. Czym Twój mąż najpozytywniej Cię zaskoczył ?
Jaaa... no chyba trudno mi powiedzieć... najbardziej... często mnie zaskakuje drobnymi rzeczami, które sa pozytywne i na nich sie skupiam... ostatnio nic nie było moze dlatego trudno mi cos napisac... 7. Wolisz zimę czy lato ?
Ewidentnie LATO, jestem znakową lwicą - także ciepełko moim światem jest ;) 8. Czy takie miałaś wyobrażenie o macierzyństwie ?
Tak, dokładnie tak, jedynej rzeczy nie spodziewałam sie że spac nie bede ok 2 lat... myslałam ze to bedzie trwac krócej ;) 9. Gdybyś mogła cofnąć czas, to gdzie byś wróciła ?
Do szkoły!!! Chcialabym cofnąć czas i nie być taka leserką hihihi zabawa swoją drogą a nauka swoją - mogłam sie bardziej przykładac ;) 10. Ulubiona potrawa ?
Wszystko z makaronem - uwielbiam kuchnię włoską ;)
Asiaw kochana:
wtorek, 08 maja 2012
Wybiłam się z pisania przez te wolne dni jakie zostały mi dane :) Trudno sie cieszyc jak smutek jest w sercu, wyrzuty sumienia są okropne, ale z drugiej strony - czy to wszystko ma sens? Pewnie nie ma, dlatego pełna wyrzutów i smutku bawiłam sie na całego. Dnie z samochodzikami synka, dnie z zoo, dnie z zimnym piffkiem wypijanym na balkonie... patrząc na to wszystko - poprostu trzeba życ, bo nie wiadomo kiedy koniec nadejdzie. A przecież życie jest po to by sie nim cieszyc, by nim zyć, by sie śmiać, płakać, złościć ale również korzystac ze wszystkiego co na Bóg dał! Zaszalałam na zakupach, a co!! Nawet grilla zakupilismy i zamierzamy w tym swoim małym kąciku balkonowym robic małe co nie co ;) Zapomnialam o pracy, o życiu, o tym bliskim końcu... dodatkowo załatwiliśmy w końcu cesje mieszkania, takze teraz jest juz całkowicie na mnie... zeszło sie na, i przyznam szczerze, ze żałuje że tak zwlekaliśmy, ale już po wszystkim... I teraz musze przyznać, że choc dni wolnych było od groma, to ja czuje sie bardzo zmęczona hihihi :) To zmęczenie bardzo pozytywne jest, ale padam wieczorami jak dentka ;) Aluś za to niestety... szaleje na maxa, piszczy (co sprawia, że zalewa mnie krew... i zdarza mi sie na niego wrzasnąć), pyskuje juz całkiem niezle, troche po swojemu, troche już po ludzku - także ubaw po pachi mamy dość często ;) Rozumie juz coraz wiecej, a i już zauważyłam, że zaczyna pieknie wymawiac słowa. Oczywiście jeszcze po dzieciecemu, ale tak słodko to brzmi: "aaautoooo", "auuuubuśś", "blium brum", "okuli - okulary" "koszuuu... - koszula", "buti" itp. zauważylismy też, że pokazuje i mowi o czynnościach, takich jak picie np. "daj pici". Umie też już powiedzieć i pokazać, że TU jest tu, a TAM jest tam. Chociaż nada ulubionym słowem na wszystko jest "NIE"... ech życie z młodzieżą hihihi :) Mieliśmy piekną nocke w ciągu tego weekendu - jak brzdąc połozył sie o 7:30 tak wstał dopiero o 6:00 - matylko moja pierwsza przecpana całkowicie noc!!!! Nie powiem, ze budziłam sie co chwile i sprawdzałam czy ok, tak nie jestem przyzywczajona do jego nocek przespanych hihihi ;) Ale jak było pieknie się wyspac i to bez cycusia... Z nim tez juz powoli odstawke robimy - jak wypije piffko to nie karmimy i tak co 2-3 dzień w końcu mogę zakosztowac małego żywca wprost z lodówki hihihi :)) Mam nadzieje, że proces odstawiania bedzie na koniec wakacji zakończony ;) Najwazniejsze, że Alus zasypia pieknie sam, bez marudzenia i wrzasków (no chyba że tatus rozbawi przed samym snem, wtedy szal ciał piekła nie ma...). Ale o tym kiedys po tym ;) czasem nie moge uwierzyć, ze za chwile moje dziecię bedzie miało 2 urodziny... czas leci jak szalony... a ja teraz bede sie bardzo starała, by nie stracic z niego ani minutki... bo życie jest za krótkie.... z czego z kazdą chwilą tak boleśnie zdaje sobie sprawę......
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Dzięki wspaniałej kobiałce znowu zabawie sie z tzw. "sobą" hihihi :) Trochę robię to by zapomnieć, by zająć sie czyms innym... a z drugiej strony... a co ;) Także zapraszam! A oto zasady gry ;) 1. Wklej logo tagu: 2. Napisz kto Cie otagował : Fjonka ogrzyca : http://ogrzycafjona.blogspot.com/ 3. Otaguj dowolną ilość bloggerek, o których chcesz sie czegoś dowiedzieć: hahahaa... Ewel, Elsa,Julita,Katarina, Majówka,Milana, Patitka,Paulina 4. W komentarzu pod notką odpowiedz na zadanych Ci 50 pytań od czytelników... taaa jestem ciekawa czy tyle bedzie hihihihi :) jak większość dziewczyn bawiących się, za jakiś czas stworzę oddzielny post z odpowiedziami ;) I tyle... pozostaje czekać na pytanka od Was :)
Nadal jestem chora, głosu mi brakuje, z nosa wylatuje coś nieokreślonego kształtu... ale jakoś sie trzymam... najgorsze w tym wszystkim, że nie moge jechać do tatusia... no cóż jakoś trzeba wytrzymać, choc jest mi ciężko, bo i mamusi też ... z tatusiem stan sercowy stabilny, ale niestety organizmowy juz nie, niedotlenienie organizmu daje sie we znaki, bo pada na układ moczowo-wydalniczy, na mózg, na układ trawienny... strasznie mi szkoda, gdy człowiek (jak mój tatus) wesoły, żywy, rozmowny, szalony, pełen życia... nagle staje sie prawie jak warzywko... Ale nie umiem sie z tym pogodzic... jest mi strasznie zle... ale musze zaufać Bogu, bo ON wie dlaczego tak jest i daje nam każdy dzien z życia tatusia... Nie o tym dzis chciałam... czekajac na swoje badania, doszłam do wnosku, że zycie jest za krótkie wiec czas szaleć i nie patrzec na czas, kase czy inne pierdoły... skąd wiemy ile nam zostało... i zaszalelismy - zaczęło sie od wyjscia z syniem do zoo... hihihiih ubaw po pachi, synus zachwycony, choć przyznam sie szczerze, że prawie nic nie widział bo wszystkie zwierzaki sie pochowały w cień, w swoje norki z powodu 30 stopniowego upału... ale nic to! Mamy karnet roczny wiec bedziemy chodzic non stop i cale dnie przesiadywać wyczekując na super zwierzątka ;) Jednak nie wszystko było stracone - słonie pięknie się wyginały, tańczyły i całowały wzajemnie - na co mój zwariowany synus : "Tatuś muuuuuu" no tak przecież krowa też duza, wiec słoń to krowa i też robi muuuuuu ;) jak zaczelismy mu tłumaczyc to w końcu z poważna mina powiedział " mama żiżi siłonnnn" . tak tak kochanie słoń ;) Były bocki kle kle... i pingwinek, jeden jedyny na co mój ancymonek rzeczowo i płynna polszczyzną wskazując palcem - "dzejdzej" - i tak sie kończy jesli dziecko uwielbia ogladać z rodzicami "Pingwiny z Madagaskaru" hihihi :) Znowu tłumaczymy, że to pingwinek ten od dzejdzeja na co synuś "pinnnnginn" dobrze, prawie dobrze hihihihi - och zaczynamy sie uczyć słowek, a podobno to dopiero początek. Zrobilismy piękne zdjęcie jak synuś rozmawial z pelikanem, jednak nie wiem co sie stało, zdejcie sie naświetliło tak bardzo ze nici ze wszystkich pozostały zdjęc... za to wyprawa do zoo znowu w najbliższych planach :)) Moze w środe?? jednak obawiam się patrząc na pogodę, że chyba sie wstrzymamy... ale... jak to już zaczynam sie uczyć - nic nie planuje bo i tak nic nie wyjdzie - idziemy na czuja :)) Przy tak pozytywnej dygresyjce, napisze jedno jeszcze... nie powiedzialam małżowi o sprawie... jak kiedys wspomniałam, nie chciał słuchać... ja chyba też nie chce go już martwić... nie chce by wiedział, nie chce by przezywał... wystarczy, że ja sciśnieta jestem w srodku z niepewności i bojaźni... widać mam to przeżyć sama i chyba chce by tak już zostało.... juz powiedziałam sobie, że nie wspomne o wynikach... bede chodziła do lekarzy wymyslając dla siebie jakies wymówki... a pisac bede jedynie tutaj, bo tutaj nie ma dostepu i sie nie dowie...
piątek, 27 kwietnia 2012
Wyryczałam się, wykrzyczałam i trochę przeszło... przecież robiąć to badanie spodziewałam się, że może coś wyjść... jeszcze nie wiadomo dokładnie co, ale jak to opisuje badanie - "jest ryzykiem Marker Status, dostarczając dodatkowych informacji dotyczących pacjenta, tym samym działając jako alarmu głównego dla pacjenta statusu ryzyka - podwyższony poziom odzwierciedla rozwijający stanie krytycznym". tutaj definicja badaniaz Wikipedii: " jest uproszczoną podwójnie monoklonalne przeciwciało sandwich enzyme-linked test immunoenzymatyczny ( ELISA ), które mierzy ilość rozpuszczalnego receptora aktywatora plazminogenu urokinazy we krwi. Podwyższone stężenie osoczowe obserwowano w różnych zakaźnych i zapalnych i chorób autoimmunologicznych . stężenie koreluje dodatnio do oziomu aktywacji układu odpornościowego. Może być stosowany jako narzędzie prognostyczne w celu określenia ciężkości choroby u pojedynczego pacjenta, ale nie jest wykorzystywana jako wiarygodne narzędzie diagnostyczne, ponieważ może wykrywać nasilenie odpowiedzi immunologicznej u pacjenta, ale nie ujawniają określonej choroby, z której pacjent może cierpieć. Zwiększający poziom okazały się związane ze zwiększonym ryzykiem Zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej ust SIRS posocznicy chorób układu krążenia i cukrzycy typu 2 i chorób zakaźnych i HIV Rak gruźlica malaria bakteryjne i wirusowe infekcje OUN , reumatoidalne zapalenie stawów , stwardnienie rozsiane i śmiertelnością populacji ogólnej. Jest to prognostyczny test wskazują ogólny stan zdrowia i nie mogą być stosowane jako narzędzie diagnostyczne zaproponować szczególną chorobę" Tak to wygląda w rzeczywistości...człowiek mysli ze juz wszystko w porządku a tu jednak... coś żżera organizm i tylko dzieki temu, że pracuje w takiej firmie mam szanse sprawdzic co sie dzieje... jestem przerażona to prawda... ale wiedząć to co wiem, bede sie starała wykryc co to za przewlekła choroba i bede sie leczyć... ciężko mi bardzo bo przecież ostatnie wydarzenia nie są przychylne mi... jednak mam dla kogo żyć - walczyłam tyle lat o moje cudo!!! Za chwile minie 10 lat odkąd powiedzmy, że zwalczyłam raka - niestety teraz to wali mnie po moich myslach - ze to badanie mówi o nawrocie... ale nie chce przesądząć... nie chce myslec co bedzie, dopóki jednak sie nie zdiagnozuje prawidłowo, nie zrobimy wszystkich badań, cytologii posiewów i kolposkopii... Wczoraj z Alusiem szalelismy na dworze, przecież to żywe srebro nie moze miec chorej mamusi... ktos musi go tulic, biegać za nim, słuchać opowieści jakie wygłasza po swojemu, a gdzie wkradają się juz pewne słowa ładnie powiedziane i rozumiałe... tak bardzo go kocham, że nie moge sie poddać i czekać na nieuniknione... Boje sie ale wierze jakoś, że to może jednak wszystko sie jakoś rozwiąże pozytywnie, że może wynik za 2 miesiace juz bedzie mniejszy a nie bedzie sie powiekszał... uspokaja mnie koleżanka z pracy... jst do obserwacji wynik konieczny, cos sie dzieje, ale najwazniejsze ze mozna cos z tym zrobic, znaleźć przyczyne jakoś... cokolwiek... dlatego po wywaleniu złego z serca i mysli - dzis wstałam z nadzieją na lepsze...
czwartek, 26 kwietnia 2012
Troszeczkę dzis optymistycznie - a co... Za duzo ostatnio złych rzeczy, wydarzeń, spraw... jeszcze pewnie wiele przede mną, ale tą chwilę chce poświęcic na pozytywne myślenie. Zaczeło sie od środka nocy, kiedy to mój szanowny małż poprostu sie obudził i zasnąć nie mógł. I co oczywiście musiał zrobić - obudzić zmęczoną i schorowana zonke a przy okazji dziecia równiez... ze spania nici, ale za to, o dziwo!!, humor bardzo dopisuje :) Zaczęliśmy rozprawiać o snach i tu wielki news hihihi - śniło nam sie prawie to samo - sny dla dziewczynek i chłopców o silnych nerwach, czyli atak zombie... wyobrażacie sobie, dwoje starych małzonków o 4 nad ranem obściskujących z prawej i lewej strony swoje ukochane maleństwo, śmiejące sie do rozpuku ze snów o zombie hihihi... Dziś z ranka kawka była zbawieniem, ale już czuje objawy załamki snowej - a to dopiero 10 rano... przeżyjemy... Dodatkowo chyba na nastrój wesoły wpływa pogoda za oknem, piekne słonko, 16 stopni ciepła i aż chce się żyć... nie chce mówić, że chce zapomnieć (strach o każdy telefon jest okrutnie przejmujący), ale chciałabym przez ta chwile, przez ten moment poczuć szczęście i radość... myslicie, że robie źle?? Fakt faktem boje się nadal, ale ufam Bogu!! I wierze mocno, że da mi jakoś sił... może daje teraz mi to słonko, tę chwile radości? Jesli tak, to dziekuje MU z calego serca... Wiosenko trwaj!!!!
dodane: i przesłodziłam... otrzymałam wyniki swoich badan... i jest zle :( czekaja mnie powazne badania... i juz zamartwiam sie co bedzie dalej... zaczynam sie bardzo martwić... nie powiem meżonowi... moje rozterki beda tylko tutaj... coś żrzera mój organizm... coś poważnego... teraz musimy znaleźć co to i próbować wyleczyć........... boje sie, choc bede się starała jednak jakoś trzymać pion.... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Historia syneczkowa
Magia, tarot, ryny - pomoc dla wszystkich POLECAM
Tam byłam...
Tutaj się zaczytuje
MOJE GRYZACZKI:
ministat liczniki.org
|
Sprawa wygląda tak, ogólnie nie jestem za wstawianiem fotek publicznie, ale nie raz zdarza mi sie włozyc tu zdjęcie na parę chwil a potem je usuwam ;)
zeszłabym na zawał serca... a tak powaznie czesto sie zastanawiam, mam nadzieje, ze to jednka do końca bedzie jedynie moje miejsce - on nie uwaza ze net to dobra sprawa, człowiek powienien zamykac w sobie uczucia, nie pokazywac nikomu, uzewnętrzenienie dla niego oznacza słabość... pewnie wściekłby sie strasznie albo i cos gorszego...